” Gdy położysz się do łóżka, niech sen twoich powiek nigdy nie sklei,

nim nie rozważysz w sobie każdego twojego działania mijającego dnia,

Co zrobiłem źle? Co zdziałałem? Jaką zaniedbałem powinność?

Od pierwszego zaczynaj punktu, kolejno przechodząc do następnego.

Dalsze, jeśliś coś złego popełnił, to żałuj, a ciesz się, jeśliś żył jak należy.

W tej pracy ćwicz i pokochaj trudy łamania się z sobą.

Oto droga do boskiej dzielności.” - Pitagoras – „Złote Reguły”

 

Rachunek sumienia jest metodą stosowaną przez wiele wyznań, szkół duchowych, braterstw i zakonów. Przybrał on w wielu tradycjach różne oblicza. W tradycji europejskiej może kojarzyć się ze spowiedzią, z samobiczowaniem, z osądzaniem swych czynów, by ich żałować i robić sobie wyrzuty i biczować się mentalnie, z pokutą.

 

Natomiast dla wszystkich trzeźwo myślących poszukiwaczy Prawdy jest to prosta droga do uzyskania głębszej wiedzy na temat tego, kim jesteśmy. Rachunek sumienia, rozpatrywanie wydarzeń z perspektywy bezosobowego obserwatora pozwala zobaczyć nam siebie takimi jakimi jesteśmy w najważniejszym akcie, jakim jest nasze życie codzienne. Patrząc na to jak działamy, jak myślimy, co czujemy, co nas motywuje, jakie są skutki naszych działań możemy zobaczyć kim tak naprawdę jesteśmy, jaki jest nasz rzeczywisty stan. Nie musimy przy tym pograżać się w depresji, bo jeżeli nie mamy oczekiwań względem naszego ego, że będzie cudowne i wyjątkowe to taki realny obraz naszego stanu będzie pomocny i przyniesie ulgę, a nie spowoduje bólu.

 

Dzięki takiej retrospekcji, możemy wybaczyć naszym winowajcom, albo co niemniej ważne sobie samym, a także poprosić o wybaczenie. Nasze więzy karmiczne ulegają wtedy rozwiązaniu. Dajemy sobie i innym szansę, żeby przepracować właściwie to, co do nas przychodzi jako doświadczenie życiowe.

 

Często mówi się, że ludzie po śmierci oglądają swe życie od tyłu aż do narodzin widząc dzieki temu właściwy sens i rzeczywiste skutki wszystkich swoich wyborów i działań. Codzienne oglądanie naszych działań po zakończonym dniu właśnie według tej metody, może nam dać – szczególnie w relacjach międzyludzkich – możliwość nowego startu w dniu następnym. Wtedy moment śmierci nie będzie musiał wiązać się z bolesnym przeżyciem, jeśli na bieżąco przeżywaliśmy skutki naszych uczuć, myśli i działań. Jest to codzienne umieranie za życia, po to by móc prawdziwie żyć po śmierci.