Kim jesteś? To pytanie nie dotyczy tylko filozoficznych rozważań na temat natury ludzkiej. To pytanie powinniśmy sobie przede wszystkim zadawać codziennie, gdy definiujemy swoją tożsamość.

Każdego dnia uważamy, że coś pomyśleliśmy, że coś czujemy, że chcielibyśmy coś zrobić. Innymi słowy, identyfikujemy się ze swoimi pragnieniami-uczuciami, myślami-wyobrażeniami i wolą-czynami.

Naukowcy wielokrotnie dowodzili, jak silny wpływ na te trzy elementy mają społeczeństwo, geny, natura, hormony, stan naszego zdrowia i inne elementy, takie jak fazy księżyca, wybuchy na słońcu, pory roku itp.

Jeżeli dodamy do tego założenie, że istnieje reinkarnacja i prawo karmy, gdzie do tych wszystkich zależności dochodzą miliony wpływów wewnętrznych z przeszłości naszego istnienia to obraz, który otrzymujemy, jest dość radykalny.

Mianowicie, identyfikujemy się w życiu z naszym „ja”, tworem, który nie ma jednego źródła, który powstaje nieustannie, a który można powiedzieć, ma potrzebę nieustannego potwierdzania swojego istnienia, ponieważ tak naprawdę nie istnieje jako podmiot. „Ja” staje się naszym przeciwnikiem, gdy próbujemy postępować drogą wyzwolenia się od tych wszystkich wpływów.

Nasza świadomość utożsamiając się z naszym „ja”, żyje w nieustannie zmieniającym się kalejdoskopie rzeczywistości, na którą próbuje wywrzeć wpływ, objąć kontrolą, a która ciągle wymyka się temu nadzorowi. Co więcej mamy poczucie, że to my myślimy, czujemy, o czymś decydujemy i mamy wolę do realizacji pozornie naszych zamierzeń, podczas gdy realizujemy scenariusze narzucone nam przez nasze społeczeństwo, karmę, środowisko, geny, nasze egocentryczne „ja”. Gdy czasem przebije się do naszej świadomości jakiś impuls, by być innym, lepszym człowiekiem, by odnaleźć w naszym życiu cos z Prawdy, nasze „ja” całą mocą stawia opór takim próbom i je wręcz sabotuje, wspierane przez cały ziemski ład.

Dopóki utożsamiamy się z naszym „ja” i wszystkimi jego elementami, to krążymy w nieustannym chaosie uczuć, myśli, woli, który jeszcze podsycamy próbując świadomością opanować ten chaos, i wprowadzając nowe napięcia staramy się zapanować nad tym wszystkim. Walczymy wtedy ze swoją naturą doprowadzając się często do stanów na granicy załamania zdrowia lub nerwów, przyjmując tysiące masek i ról, które mają nam pomóc opanować życie.

Rozwiązanie tej sytuacji jest inne, a proponowane było od wieków przez duchowych nauczycieli ludzkości. „Porzuć wszystko,co masz, i chodź za mną”, „odrzućcie Wasze pragnienia”, „prawdziwy mędrzec żyje w wu-wei (nie-działaniu)”. Nie w tym świecie i w swoim „ja” mamy szukać wyzwolenia. Na początek musimy nauczyć się dystansować od samych siebie, swoich myśli, uczuć, woli, musimy przestać się utożsamiać z „ja”, z całym otaczającym nas światem i próbować zobaczyć rzeczywistość taką, jaką jest, poznać schematy rządzące naszym życiem, naszym „ja”, naszym systemem jako istoty ludzkiej. Nasze samopoznanie nie może jednak prowadzić do taniej psychologii, która poskłada puzzle naszej psychiki w lepszy, bardziej efektywny sposób, żebyśmy mieli więcej pieniędzy i byli bardziej efektywni w zarządzaniu naszym „ja”, bo byłoby to pogrążeniem się w jeszcze większą iluzję i związaniem świadomości z „ja” z „marą”. Stalibyśmy się wtedy może i władcami tego świata, ale jednocześnie jego największymi niewolnikami.

Jednocześnie z poznawaniem istoty ludzkiej, którą uważamy za nas samych, powinniśmy podjąć wysiłek odnalezienia w sobie Istoty Boskiej, która nieustannie woła nas i przesyła impulsy do realizacji Miłości, Sprawiedliwości i Dobra. Realizacja ta nie może obejmować naszego „ja”, nie może być kierowana na nasze egocentryczne dążenia. Dopiero gdy nawiążemy kontakt z naszym Duchowym Jądrem, gdy w ciszy wycofania z chaosu ziemskiego życia będziemy otwarci na Prawdziwe Światło ukryte w naszych sercach, będziemy mogli znaleźć ośrodek prawdziwej tożsamości człowieka. Człowieka, który jest częścią wszystkiego, który jest Miłością, Dobrem i Prawdą. Gdy odnajdziemy tę nową tożsamość, nie będziemy podlegać prawom przemijalnej natury, w której żyjemy.

Warunek jest jeden: porzucenie snu o „ja”.