Gnostyk

myśli człowieka podwójnego

Jednym z kluczowych motywów we wszystkich mitologiach jest walka dobra ze złem. Ta walka biegunów ma swoje korzenie w naturze naszej rzeczywistości, gdzie biegun dobra, piękna, szczęścia zawsze napotyka swoje przeciwieństwo. Ten drugi negatywny biegun staje się punktem odniesienia wszelkich starań człowieka, przez to, że albo próbujemy walczyć z jego przejawami, albo próbujemy ich uniknąć.

Zło, rozpad, śmierć, nienawiść, przemoc itp. są jednak nieodłączną częścią otaczającego nas świata i są nie do uniknięcia, nie do pokonania. W Apokalipsie św. Jana czytamy, że bestia jest spętana na 1000 lat, a pokonana dopiero w akcie końcowym, gdy nasza rzeczywistość przestanie istnieć. Można więc ograniczyć wpływy zła na jakiś czas, tak jak uczynili to katarzy w XII i XIII wieku, ale ono zawsze upomni się o swoje, czego katarzy doświadczyli bezpośrednio na sobie.

Niemniej istotnym aspektem walki ze złem jest walka ze złem w nas samych. Walka ze złem, jaką człowiek podejmuje w sobie samym, próbując wyeliminować w sobie te cechy charakteru, pożądania, myśli, zachowania, które uważa za złe, grzeszne i szkodliwe. I tak samo jak w rzeczywistości zewnętrznej tak i w nas samych często walka ze złem powoduje tylko spiętrzenie napięć i wybuch. Tak prowadzona walka przez wypieranie ciemnych stron naszej osobowości, naszego ego przy pomocy siły naszej zwykłej woli kończy się stworzeniem sfery cienia, który atakuje nas z poziomu naszej podświadomości i sabotuje nasze szczytne dążenia, tak że możemy za Pawłem powiedzieć „czynię to czego nie chcę, a nie czynię tego co chcę”.

A jednak wielu nauczycieli duchowych, w tym Jezus z Nazaretu, głosi, żeby bezwzględnie wyeliminować w sobie wszelki stan upadku, wszelkie zło, wszelki grzech. Budda mówi o porzuceniu wszelkiego pragnienia, wszelkich rządz itd.

Fundamentalnym kluczem jest tu nieużywanie do walki ze złem swojego ego, które jest fundamentalnie złe w tym znaczeniu, że jest ukierunkowane na siebie, egocentryczne. Ego jest bowiem kotwicą, która wiąże nas z tym światem upadku i w to w ego zawarty jest cały dualizm naszej rzeczywistości. Nie można więc walczyć z ego za pomocą ego.

Jak toczyć wiec walkę ze złem? Jak wyeliminować w sobie to, co nieświęte? Czy w ogóle jest to konieczne, czy jest to możliwe? Jak rozpoznać tę właściwą walkę, która prowadzi do Wewnętrznej Przemiany, od tej, która spycha zło do cienia?
Prawdziwe Dobro, Miłość i Prawda to Światło, Bóg. To, co uważamy za dobro w tym świecie, za miłość w tym świecie, jest tylko alegorią tego czym jest to, co Prawdziwe. Nie chodzi więc o to, by wspierać w sobie dobro tego świata, walcząc w sobie ze złem tego świata, gdyż poruszamy się wtedy w stanie upadku. To, co konieczne, to ukierunkowanie naszego dążenia na Dobro Prawdziwe; wyłączy nas to wtedy z niekończącego się konfliktu, a pozwoli nam prawdziwie przemienić nasze życie.

Gdy odnajdziemy w sobie ukrytą Boską Iskrę, która jest Prawdziwym Źródłem Miłości, to dopiero wtedy możliwa będzie prawdziwa walka między Światłem a ciemnością. W tej walce nie chodzi o to, żeby wypolerować naszą osobowość, żeby nasze ego było piękniejsze i bez skazy. Celem jest wyzwolenie Boskiej Istoty. My sami musimy przygotować w sobie dla niej miejsce, stać się dla niej Świątynią. Walka ze złem jest wtedy walką ze wszystkim, co ziemskie w naszej istocie, i nie jest to walka, którą prowadzimy przy pomocy ziemskiej woli. Poprzez codzienne ukierunkowanie i tworzenie przestrzeni w nas samych dla tego, co Boskie, oddajemy nasze chęci, pragnienia, myśli związane z tym światem. Czasem wymaga to od nas zdecydowanych zmian w życiu i w reakcjach na okoliczności życiowe. Zmiany te nie mogą jednak być forsowane przez ego.

Każda walka, nieważne jak wydawałaby się szczytna, gdy podejmowana jest z lęku, ze strachu, będzie walką, którą podejmuje ego w celu przetrwania. Nieważne, czy jest to lęk przed byciem grzesznym, czy lęk przed boską karą, czy lęk przed utratą darów, które zostały nam udzielone na naszej duchowej drodze. Taka walka jest fałszywa, ponieważ nie sięga źródła zła. Tylko walka podejmowana w Miłości i Współczuciu bez dbałości o własną istotę, o własne dobro, jest uwalniająca.

Za każdym więc razem, gdy będziecie chcieli w sobie samych zanegować jakąś myśl, jakieś uczucie, czy cechę, która jest niewłaściwa, zastanówcie się, czy robicie to dlatego, że ktoś Wam tak kazał, ktoś Was postraszył konsekwencjami zła, czy dlatego że tęsknicie i miłujecie Światło, dlatego, że nie chcecie już dalej żyć w tej rzeczywistości upadku i że chcielibyście prawdziwie pomóc także innym ludziom w ich niedoli.

W ostatnich dniach powraca w mediach temat katastrofy smoleńskiej, której drugą rocznicę obchodzono 10 kwietnia. Przez jątrzący się konflikt, wzajemne oskarżenia i różne scenariusze domniemywane przez skonfliktowane strony wydaje się, że jest to temat daleki od jakiejkolwiek duchowości.

Jednak spójrzmy na to, jak przepływają siły między ludźmi. Każdego dnia wysyłamy w świat tysiące krytycznych myśli dotyczących naszych bliskich, przechodniów na ulicy, ludzi w pracy, szkole, domu, polityków różnych opcji, rządu, narodów i innych osób, których często w ogóle nie znamy, a które pozornie poznajemy w mediach. Te wszystkie negatywne myśli, emocje i słowa są pozornie nieszkodliwe, a jednak jak podkreśla wielu ezoteryków, są żywą energią, która skierowana przeciwko człowiekowi uderza w niego niczym miecz. Myśli negatywne koncentrują się więc szczególnie wobec grup ludzi, którzy są obecni w mediach prezentując poglądy czy interesy reprezentowanych przez siebie grup.

Szczególne miejsce zajmuje tutaj rząd danego kraju, który nie tylko formalnie reprezentuje naród, ale na poziomie energetycznym, astralnym staje się centrum energetycznym dla narodu, przez które przechodzą wpływy astralne, z których żyje cały naród. Niezależnie, czy rząd jest mądry czy głupi, pełni on rolę bardzo istotną dla rozwoju danego narodu i odpowiada karmanowi, jaki ten naród ma do wypełnienia.

Cała krytyka, która jest bardzo niszczącą bronią astralną, wypowiadana przez milionowe grupy ludzi, w sposób szczególny kumuluje się i uderza w rządzących, którzy z jednej strony prowadzeni są przez kosmiczne siły działające na naród, a z drugiej stają się głównym celem agresji wielu grup społecznych.

W 2010 roku i w latach poprzednich, Polska nie posiadała jednolitej struktury władzy, a na samym szczycie była rozdwojona i podzielona, strony konfliktu potęgowały napięcie, jakie normalnie wytwarzałby naród. Jedni nienawidzili prezydenta, inni premiera, a oni obaj kłócili się o miejsca w samolocie, stołki na spotkaniach itp. Obie strony zresztą prezentowały i do tej pory prezentują dwie odmienne wizje rzeczywistości oraz historii, przez co krytyczne myśli wysylane wzajemnie w stronę ich przywódców są skrajnego rodzaju.

Katastrofa smoleńska nie była niczym innym jak tylko materializacją ogromnej skali nienawiści i konfliktu w głównym ośrodku energetycznym narodu. Każdy z nas, opowiadając się za jedną lub drugą strona konfliktu się do niej przyczynił. Każdy z nas, gdy ponownie krytykuje jedną, czy drugą opcję polityczną, rząd, czy opozycję przyczynia się nie tylko do zaognienia konfliktu, ale również wzmacnia w drugiej stronie wszystko, co negatywne. W ten sposób polaryzacja staje się jeszcze mocniejsza.

Ważne jest, żeby wykorzystać ten moment refleksji do tego, by zastanowić się nad swoim życiem. Nie zmienimy innych, ani bliskich, ani obcych, ani polityków, ale jesteśmy w stanie zacząć pracować nad sobą i poprzez zrozumienie i duchowe ukierunkowanie powstrzymać się od udziału w tej niekończącej się bitwie emocji, myśli i słów. Ukierunkowując się na Światło możemy porzucić krytykę i egocentryczne nastawienie do świata, nie wspierać już żadnej ze stron konfliktu. Nie dokładać bólu stronie, którą uważaliśmy do tej pory za głupią, złą, czy szkodliwą.

Jeżeli chcemy naprawdę pomóc innym, porzućmy wszelką krytykę i lęk, a zamiast tego szukajmy Światła w swoim sercu i sercach bliźnich.

Jednym z podstawowych przesłań Buddyzmu i Chrześcijaństwa jest Współczucie.

W Buddyzmie jest ono podstawowym nastawieniem, które spowodowało, że Gautama podjął poszukiwanie drogi wyzwolenia. Widząc ogrom cierpień na tym świecie, uświadomiwszy sobie nieuchronność chorób i śmierci, niekończący się obrót koła narodzin i śmierci, postanowił znaleźć drogę uwolnienia.

Jezus w swej drodze wielokrotnie wskazywał na współczucie, litość, wzajemną służbę i empatię, które powinny cechować każdego Ucznia. Nie zwracał uwagi na status ludzi, którzy go spotykali, a jedynie koncentrował się na ich sercach i służbie dla innych.

Nie można być oświeconym, zbawionym, nie można prawdziwie zjednoczyć się z Bogiem, jeżeli będzie się pielęgnowało w sobie egoistyczne nastawienie do rzeczywistości. Nikt, kto nie ujrzy tego jak naprawdę wygląda życie ludzi, ile w nim biedy, cierpienia, chaosu, śmierci, niewolnictwa umysłu, a w wielu przypadkach i ciała, nie może naprawdę podjąć się zadania prawdziwego wyzwolenia.

I odwrotnie, kto ma nadzieję, że może zmienić świat poświęcając się działalności charytatywnej, walcząc z ciemiężeniem biednych, narodów itp., a nie podejmie drogi prawdziwej pomocy dla ludzkości, zjednoczenia z Absolutem, Oświecenia, ten do końca swoich dni będzie żył w iluzji, że coś zmieni.

By uzdrawiać, musimy być zdrowi. By dawać biednym, musimy być bogaci. By wyzwalać, musimy być wolni.

Ludzkość w obecnym stanie nie może inaczej egzystować, nie może w inny sposób działać niż jak to widzimy w Afganistanie, Iraku, krajach Afryki, Korei Północnej, ale i w naszych miastach Zachodu, na naszych ulicach.

Fundamentalna zmiana, która przyniesie prawdziwe wyzwolenie dla wszystkich cierpiących, głodujących, zniewolonych, musi się zacząć od wysiłku duchowego, od przemiany w nas. Od porzucenia „ego” i rozpoznania w swej istocie „Boskiego Pierwiastka” . Wtedy nasze Współczucie i Litość będą mogły przełożyć się na uzdrowienie Świata i Ludzi.

Niemożliwe jest porzucenie dążeń „ja” bez współczucia i litości, są one bowiem prawdziwą drogą do Miłości.

Jednym z cenionych przez nasze społeczeństwo elementów życia jest porządek.

Rodzice od dziecka próbują nauczyć swe pociechy dbania o czystość i porządek, zarówno jeżeli chodzi o zabawki, pokój, jak i ciało. Nie jest to czasem łatwe, gdyż wydaje się, że w naturze ludzkiej porządek nie jest raczej zakorzeniony i dopiero społeczne warunkowanie wytwarza w nas mniejszą lub większą potrzebę utrzymania czystości i porządku.

Na dalszym etapie życia porządek pomaga nam zapanować nad dużą ilością zadań, które stawia przed nami życie. Często w biznesie porządkowanie spotkań, terminów, spraw jest niezbędne dla utrzymania efektywności pracy. Także czystość otoczenia dla większości ludzi ma pozytywny wpływ na ich samopoczucie (nawet jeżeli sami nie lubią sprzątać).

Możemy teraz zrobić pewną analogię parafrazując Hermesa Trismegistosa:
Jak na zewnątrz, tak i w środku; jak w środku, tak i na zewnątrz.
Najbardziej istotne w życiu codziennym jest regularne sprzątanie, porządkowanie i czyszczenie naszego wnętrza, naszych myśli i emocji. Jeżeli żyjemy w ciągłym chaosie myśli, lęków, napięć, krytyki, konfliktów, pragnień, pożądań, hałasu itd., to nie ma szans, żebyśmy znaleźli w sobie ciszę dla prawdziwej Duchowości, żebyśmy nawiązali w sobie kontakt z prawdziwą Intuicją, czy odnaleźli wyższą perspektywę świadomości.
Czas zrobić wiosenne porządki. Możemy zacząć od starcia kurzu z półek najbliższych nam myśli i emocji. Rozpoznania, które z nich to śmieci, a które wręcz mogą nosić w sobie zarazki krytyki, nienawiści, lęku, które zagrażają naszemu zdrowiu. Takie sprzątanie powinniśmy prowadzić regularnie, da nam ono przestrzeń w życiu, której może do tej pory nam brakowało, kiedy nasza świadomość jak piłeczka do pinponga nieustannie odbijała się o wszystkie napotkane impulsy.

Kolejnym etapem, gdy zrobimy powierzchowny porządek w tym co na wierzchu, może być rozpoczęcie gruntownego sprzątania w szafach, komodach, na strychu i w piwnicy. Możemy popatrzeć na swoje dotychczasowe życie i zadecydować, co jest nam już niepotrzebne, które jego elementy sprawiają, że Światło nie może wniknąć do naszych Serc i tam zamieszkać. Czasem największe zwały brudu, zarazków, niepotrzebnych i zepsutych rzeczy, spraw i emocji są niewidoczne dla naszej świadomości i potrzebny jest spory wysiłek, by wydobyć je i oddać.

Warto jednak podjąć ten trud. To nasze wewnętrzne porządki mogą sprawić, że przyjdzie wiosna w naszym życiu i rozkwitną w nas kwiaty i drzewa, a Słońce zamieszka w naszych Sercach.

Czas zakasać rękawy i z radością wziąć się do pracy!

Kim jesteś? To pytanie nie dotyczy tylko filozoficznych rozważań na temat natury ludzkiej. To pytanie powinniśmy sobie przede wszystkim zadawać codziennie, gdy definiujemy swoją tożsamość.

Każdego dnia uważamy, że coś pomyśleliśmy, że coś czujemy, że chcielibyśmy coś zrobić. Innymi słowy, identyfikujemy się ze swoimi pragnieniami-uczuciami, myślami-wyobrażeniami i wolą-czynami.

Naukowcy wielokrotnie dowodzili, jak silny wpływ na te trzy elementy mają społeczeństwo, geny, natura, hormony, stan naszego zdrowia i inne elementy, takie jak fazy księżyca, wybuchy na słońcu, pory roku itp.

Jeżeli dodamy do tego założenie, że istnieje reinkarnacja i prawo karmy, gdzie do tych wszystkich zależności dochodzą miliony wpływów wewnętrznych z przeszłości naszego istnienia to obraz, który otrzymujemy, jest dość radykalny.

Mianowicie, identyfikujemy się w życiu z naszym „ja”, tworem, który nie ma jednego źródła, który powstaje nieustannie, a który można powiedzieć, ma potrzebę nieustannego potwierdzania swojego istnienia, ponieważ tak naprawdę nie istnieje jako podmiot. „Ja” staje się naszym przeciwnikiem, gdy próbujemy postępować drogą wyzwolenia się od tych wszystkich wpływów.

Nasza świadomość utożsamiając się z naszym „ja”, żyje w nieustannie zmieniającym się kalejdoskopie rzeczywistości, na którą próbuje wywrzeć wpływ, objąć kontrolą, a która ciągle wymyka się temu nadzorowi. Co więcej mamy poczucie, że to my myślimy, czujemy, o czymś decydujemy i mamy wolę do realizacji pozornie naszych zamierzeń, podczas gdy realizujemy scenariusze narzucone nam przez nasze społeczeństwo, karmę, środowisko, geny, nasze egocentryczne „ja”. Gdy czasem przebije się do naszej świadomości jakiś impuls, by być innym, lepszym człowiekiem, by odnaleźć w naszym życiu cos z Prawdy, nasze „ja” całą mocą stawia opór takim próbom i je wręcz sabotuje, wspierane przez cały ziemski ład.

Dopóki utożsamiamy się z naszym „ja” i wszystkimi jego elementami, to krążymy w nieustannym chaosie uczuć, myśli, woli, który jeszcze podsycamy próbując świadomością opanować ten chaos, i wprowadzając nowe napięcia staramy się zapanować nad tym wszystkim. Walczymy wtedy ze swoją naturą doprowadzając się często do stanów na granicy załamania zdrowia lub nerwów, przyjmując tysiące masek i ról, które mają nam pomóc opanować życie.

Rozwiązanie tej sytuacji jest inne, a proponowane było od wieków przez duchowych nauczycieli ludzkości. „Porzuć wszystko,co masz, i chodź za mną”, „odrzućcie Wasze pragnienia”, „prawdziwy mędrzec żyje w wu-wei (nie-działaniu)”. Nie w tym świecie i w swoim „ja” mamy szukać wyzwolenia. Na początek musimy nauczyć się dystansować od samych siebie, swoich myśli, uczuć, woli, musimy przestać się utożsamiać z „ja”, z całym otaczającym nas światem i próbować zobaczyć rzeczywistość taką, jaką jest, poznać schematy rządzące naszym życiem, naszym „ja”, naszym systemem jako istoty ludzkiej. Nasze samopoznanie nie może jednak prowadzić do taniej psychologii, która poskłada puzzle naszej psychiki w lepszy, bardziej efektywny sposób, żebyśmy mieli więcej pieniędzy i byli bardziej efektywni w zarządzaniu naszym „ja”, bo byłoby to pogrążeniem się w jeszcze większą iluzję i związaniem świadomości z „ja” z „marą”. Stalibyśmy się wtedy może i władcami tego świata, ale jednocześnie jego największymi niewolnikami.

Jednocześnie z poznawaniem istoty ludzkiej, którą uważamy za nas samych, powinniśmy podjąć wysiłek odnalezienia w sobie Istoty Boskiej, która nieustannie woła nas i przesyła impulsy do realizacji Miłości, Sprawiedliwości i Dobra. Realizacja ta nie może obejmować naszego „ja”, nie może być kierowana na nasze egocentryczne dążenia. Dopiero gdy nawiążemy kontakt z naszym Duchowym Jądrem, gdy w ciszy wycofania z chaosu ziemskiego życia będziemy otwarci na Prawdziwe Światło ukryte w naszych sercach, będziemy mogli znaleźć ośrodek prawdziwej tożsamości człowieka. Człowieka, który jest częścią wszystkiego, który jest Miłością, Dobrem i Prawdą. Gdy odnajdziemy tę nową tożsamość, nie będziemy podlegać prawom przemijalnej natury, w której żyjemy.

Warunek jest jeden: porzucenie snu o „ja”.

Czy zadałeś sobie kiedyś pytanie: czym jest modlitwa?

Najprostszą odpowiedzią, jaka się od razu nasuwa jest to, że modlitwa jest formą komunikacji z Bogiem, z czymś, co jest przez nas nieosiągalne. Modlitwa jest więc swego rodzaju wołaniem, wołaniem, które raczej nie otrzyma odpowiedzi z chmury: TERAZ CI POWIEM, CO MASZ ROBIĆ. Nie oczekujemy nawet zwykle tego typu kontaktu. Oczekujemy, że modlitwa zadziała w naszym życiu, w naszym wnętrzu, że odpowiedź – choć nie wprost – pojawi się tak lub inaczej poprzez odczucie ulgi, poprzez rozwiązanie jakiejś trudnej sytuacji czy inną „boską interwencję”.

Jeżeli modlitwa jest formą kontaktu, wołania, to pytanie, kto właściwie woła, jest równie ważne jak to, do kogo wołamy. Człowiek modlący się często traktuje modlitwę jako listę życzeń, listę oczekiwań, listę problemów, które oczekuje, że zostaną w ten czy inny sposób załatwione. Takie modlitwy pochodzą z ziemskiej natury człowieka, wspierają jego osobowość i jego ja w dążeniu do okiełznania rzeczywistości. Taka modlitwa kierowana jest do istoty, która wtrąca się w nasze życie, która – jeżeli jej się chce – może nam pomóc załatwić każdą sprawę, i niby jest mądra i wszechmocna, ale w sumie musimy jej podpowiadać, co jest nam potrzebne w życiu i jak najlepiej ma zaradzić naszym problemom.

Na każde pukanie otrzymamy odpowiedź. Pytanie: w czyje drzwi pukamy egoistycznie, oczekując, że to nasza wola będzie realizowana. Odpowiedź przyjdzie na takim samym poziomie, na jakim była wyrażona modlitwa. Będzie więc egoistyczna, wybiórcza, pokrętna i realizująca wolę istoty, która nam „pomoże”.

Nie będę tu mówił na temat modlitw do zastępu świętych i innych bożków, które odwołują się do istot, wykorzystujących ludzkość jako zasilanie dla swojego istnienia. W tym przypadku stan ludzkości jest taki sam, jaki był w czasach przedchrześcijańskich.

Prawdziwa modlitwa jest wyniesieniem serca! Prawdziwa modlitwa nie pochodzi z ziemskiej części naszej istoty. Jest ona kontaktem, który zostaje nawiązany pomiędzy Boską Istotą ukrytą w nas a Absolutem. Nie dotyczy ona nas samych, spraw ziemskich, tego życia, nie jest też tylko wołaniem, rozmową. Prawdziwa Modlitwa jest istnieniem, stawaniem się w Bogu. Jest ona procesem przemiany. A jest możliwa tylko, jeżeli całkowicie powierzymy się Boskiej Istocie, jej prowadzeniu.

Pijani

2 komentarzy

Czy żyjesz trzeźwo, mój bracie?

Co Cię dziś odurzyło?

Może myśl o władzy w głowie ukryta?

Może miłości pragnienie?

Albo brzucha głód seksualny?

Czy też strach o swoje istnienie?

 

Dbasz jeszcze czasem o ciszę?

Wolność od śpiewu chaosu?

Ciiiiszzzaa

 

Chcesz trzeźwym być? Porzuć siebie…

Platon opisując metaforę jaskini zwraca uwagę na fakt, że osoba wyzwolona z kajdan, która wychodzi ze świata ułudy (świata cieni) do Świata prawdziwego, który oświetlany jest prawdziwym Światłem Jedynego Słońca, jest ślepa.

Nie jest ona w stanie nic zobaczyć, gdyż jej oczy nie były przystosowane do takiej jasności. Jej wzrok widział dotąd cienie na ścianach jaskini, a źródłem światła dla cieni było tylko ognisko świecące zza pleców. W „Matrixie” Neo, gdy budzi się pierwszy raz w prawdziwym świecie mówi, że bolą go oczy, a odpowiedzią na to jest: „bolą ponieważ ich nigdy nie używałeś”.

Świat nasz jest pełen pozornego światła duchowego. Otacza nas tak wiele „mądrości”, tak wiele „świetlanych koncepcji”, tak wiele cudownych „objawień”. Powstaje jednak wątpliwość, czy to co uważamy za światło nie jest tak na prawdę ciemnością. Jak nasze prawdy, jak nasze przeżycia mają się do prawdziwego Światła.

W Ewangelii Pistis Sophia czytamy, że gdy Jezus powrócił z Niebios w swej prawdziwej Światłości to spowodował na ziemi prawdziwy kataklizm, a dla ludzi to Światło było nie do pojęcia i nie do wytrzymania – było czymś strasznym. Jest to może pewna przenośnia stanu wewnętrznego jakiego może doświadczyć człowiek, w którym Boska Istota odradza się i odzyskuje swą dawną chwałę.

Dlatego powinniśmy mieć dystans do tego, co uważamy za absolutną światłość w naszym życiu i zawsze być otwarci na korektę, na to, że ta światłość może okazać się tylko marnym odbiciem Światła Prawdy w kałuży naszej duszy, jak to opisuje Platon. Paweł pisze o tym stanie: „teraz widzimy jakby w lustrze, a potem Twarzą w Twarz.”

Prawdziwa Światłość dla nas jako istot z tej natury działa na dwa sposoby jednocześnie. Z jednej strony burząc w nas to co pochodzi z tego świata, a z drugiej strony budząc do życia Boskiego Człowieka uśpionego w nas. Proces burzenia nie jest procesem łatwym, przyjemnym i Światłość tego procesu może i musi czasem być dla nas odczuwana jako ból, rozpad i ciemność.

Dopiero jak Boska Istota w nas otworzy oczy, to zobaczymy przez nią Światło.

Gdy pustka nas dotyczy ale nie dotyka
Gdy bezsens jest prawem naszego trwania
Gdy marzenia i konsumpcja są opium dla codzienności

Nie czujemy serca
Nie rozumiemy
Nie żyjemy

Przebudzenie musi być bolesne
Ponad to co konieczne
nic nie jest

Początkowy ból musi być słodki
Początkowa słabość siłą istnienia
Śmierć początkiem Życia


  • RSS