Gnostyk

myśli człowieka podwójnego

Wpisy w kategorii: Wiersze

Umieram znowu.
Kolejny raz.

Wydawało mi się, że już nie żyję, a jednak…
Biorę oddech i już nie opuszcza moich płuc.
Siedzi tam i czeka, aż pęknę.

Krew pulsuje, a czuję, że to pulsowanie
jest niczym odgłosy śmierci.

Czy rozumiesz jak bardzo jestem pusty i martwy?
A jednak muszę być pełen czegoś skoro dalej umieram.

Nie chciałem być Synem Boga i umrzeć, a i tak umieram.
Chciałem Życia i Miłości, a to życie śmiercią jest,
a miłość trucizną, która wylewa najgorsze cierpienie.

Chciałem jak inni odnaleźć sens, moc i wolność.
I umrzeć chciałem dla tego co miałkie.

Lecz co gdy sens jest miałki,

Moc to radość dla słabych,

A wolność przynosi chaos i samotność.

Umarłem dla mieszczaństwa…
Umieram dla anarchii…

Chciałbym żeby ta śmierć chociaż prawdziwą była.
Ale w tym świecie nawet śmierć, śmiercią nie jest.
Nic nie jest tym czym jest.

Cierpię bo przywiązałem się do siebie.
Cierpię bo oczekiwałem że coś może być inaczej.
Cierpię, bo nie widzę dobrych wyborów,

Nic prócz umierania, a śmierci i tak mi brak.

Zagadka

Brak komentarzy

Umieram.
Każdego dnia, gdy zasypiam.
Każdego dnia, gdy coś tracę.
Każdego dnia w chwili, gdy przeżywam rozczarowanie.

Umiera moje ciało.
Umieram, gdy widzę iluzoryczność moich starań i dążeń.
Umieram, gdy wreszcie rozpoznaję rzeczy takimi jakimi są.
Umieram, gdy nie widzę już dobrych wyborów.

Umarł blask i sens. Umarły budowle i scenariusze.

Umarła nadzieja i oczekiwanie.

Umarłem naprawdę, nie uciekam od umierania.

Powstaje przestrzeń.

Ból umierania ucicha, nie ma się już czego bać.
Lęki się ziściły i okazało się, że nie są mną.

Powstaje przestrzeń.

Czy w przestrzeni Coś się narodzi?

Seeing

Brak komentarzy

„Seeing”


I look at the world and see:

Glimmer of hope in Old Man’s eyes.

Pain of existence in Child’s eyes.

Resignation in Friend’s eyes.

Tenderness in Mother’s eyes.

 

God in eyes of my own.

„Widzenie”

Patrzę na świat i widzę:

Płomyk nadziei w oczach Starca.

Ból istnienia w oczach Dziecka.

Rezygnację w oczach Przyjaciela.

Tkliwość w oczach Matki.

Boga w oczach swoich.

Urodziłem się na obcej ziemi, w obcym ciele, w obcym ja.

Zżyłem się z tym obcym aż stało się mą naturą.

Tak stałem się obcy dla tego kim jestem.
Żeby to odwrócić muszę się ponownie narodzić

dla pierwotnej ziemi, w pierwotnym ciele i w pierwotnym ja.

Ale łatwiej jest coś zepsuć niż zbudować.
Żeby zepsuć wystarczy siła przeciw porządkowi.

Żeby zbudować trzeba siły i porządku.

 

Tkwię więc zepsuty w obcym, a jakże naturalnym zepsuciu.

I tęsknię czasem za pierwotną naturą mego Boga.

Regardless of everything and all that happens
We live. And though everything changes
All stays the same.

We’re not aware of life, existence, breathing.
We do not know our own selves, others, anything.

We want to own everything and everyone;
Force it into our truth, our vision of the world.
We desire all, we chase everything.

We fear everything, every opportunity.
We fear everything will be as it was.
We fear nothing will be as it was.
We fear stagnation and fear changes.
We fear we won’t get what we want.
We fear we will get what we want.
What then..?

The world is what we think it is.
But truly? What is it?

Does anyone still questions?
Does anyone still do anything worthwhile?

Are you there?
Are you?

(Translation by Iza)

Gdy byłem młody, wiedziałem,

Byłem pewny i znałem.

Gdy byłem młody, byłem prorokiem,

Byłem mesjaszem i głosicielem prawdy.

 

Gdy rosłem, traciłem wiarę,

Znalazłem zwątpienie,

Zauważałem błędy,

Boleśnie nauczyłem się pokory.

 

Teraz nie wiem już nic,

Nie znam odpowiedzi,

Nie jestem pewny.

Mam nadzieję, że Bóg istnieje.

 

Ale odkryłem w sobie rozwagę,

Odkryłem spokój i akceptację siebie.

Już nie płaczę, gdy błądzę,

Nie siwieję, gdy boli.

 

Stoję w Świetle i mam nadzieję,

Że to, co uważam za Światło,

Nie jest w rzeczywistości ciemnością.

 

A gdyby tak się właśnie okazało?

To trudno, przyjmę kolejną lekcję z pokorą.

I woke up.

In spite of nightmares of everydays.

I woke up.

To begin the day anew.

I woke up.

Finally on the right side of the bed.

I woke up.

Finally the sun shines through my eyes.

I woke up.

No longer tired or sleepy.

I woke up…

Suddenly I drift up in the air.

And yet….

At last I woke up.

Now I’m almost certain.

Previous awakening was a dream.

And now.

I woke up…

To some degree.

Obudziłem się.

Pomimo koszmarów sennych codzienności.

Obudziłem się.

By na nowo zacząć dzień.

Obudziłem się.

Wstałem wreszcie prawą nogą.

Obudziłem się.

Wreszcie Słońce rozświetla moje oczy.

Obudziłem się.

Nie jestem już zmęczony i senny.

Obudziłem się…

Wtem unoszę się w powietrze.

A może jednak…

Wreszcie się obudziłem.

Teraz jestem prawie pewny.

Poprzednie obudzenie było snem.

A teraz.

Obudziłem się…

Do pewnego stopnia.

Tęsknię za innym brzegiem,

Za lądem bezkresnym, co z niebem się styka.

Za drzwiami białymi przez, które moja istota przeniknie.

 

Choć wszystko w mym życiu spełnione,

To tęsknota serce rozrywa.

 

Nikt i nic tej tęsknoty nie zaspokoi.

Choć próbować wypełnić ją czymś, to myśl pierwsza.

Można próbować ją zapić rzeczywistością.

Można próbować zagłuszyć miłością.

Można próbować zakrzyczeć gniewem.

Albo zamurowac serce.

 

Pozostaje mi nadzieja, że Tęsknota do czegoś prowadzi.

Że gdy mury runą, a ja umrę, to zabrzmi Głos.

Prawdziwy.


  • RSS